Mateusz Murański był człowiekiem, którego życie obejmowało zarówno plan filmowy, jak i scenę sportową. Jego historia to historia młodego mężczyzny poszukującego akceptacji i celu w społeczeństwie pełnym presji, choć przez wielu zawsze będzie postrzegany jako kontrowersyjny, ekscentryczny wojownik. Jego kariera nabrała rozpędu, gdy pojawił się w serialu telewizyjnym „Lombard. Życie pod presją”. Widzowie polubili go za jego surową, ale szczerą postawę. Później stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci młodego wieku dzięki swoim osobliwym walkom.

Niestety, Mateusz zmarł nagle w Gdyni 8 lutego 2023 roku. Miał zaledwie dwadzieścia dziewięć lat. Prokuratura twierdzi, że sekcja zwłok wykazała niewydolność krążeniowo-oddechową i brak udziału osób trzecich. Rodzina zeznała, że Mateusz cierpiał na ciężką postać bezdechu sennego, schorzenie często bagatelizowane, ale mogące prowadzić do nagłego zatrzymania oddechu. Była to niewyobrażalna strata dla rodziny i przestroga dla środowiska sportowego.
Dane osobowe i zawodowe Mateusza Murańskiego
| Kategoria | Szczegóły |
|---|---|
| Imię i nazwisko | Mateusz Murański |
| Pseudonim | „Muran” |
| Data urodzenia | 10 grudnia 1994 r. – Wałcz |
| Data śmierci | 8 lutego 2023 r. – Gdynia |
| Wiek w chwili śmierci | 29 lat |
| Zawód | Aktor, freak-fighter |
| Znany z | Serialu „Lombard. Życie pod zastaw” oraz gal FAME MMA i High League |
| Ojciec | Jacek Murański |
| Matka | Joanna Godlewska-Murańska |
| Przyczyna śmierci | Niewydolność oddechowo-krążeniowa (spowodowana bezdechem sennym) |
| Znaczące osiągnięcie | Rola w filmie Jerzego Skolimowskiego „IO” (2022) nominowanym do Oscara |
| Źródło |
Jacek Murański, ojciec Mateusza, opowiedział w filmie dokumentalnym „Hejting – epidemia nienawiści”, jak odkrył ciało syna i jak sam próbował go reanimować. Mówił drżącym głosem: „Usta i oczy Matiego zaczęły krwawić podczas resuscytacji. Zanim przyjechała karetka, byłem cały we krwi”. Choć jego wspomnienie było wstrząsające, było też pełne miłości i beznadziei, które wciąż słychać w jego słowach.
Rodzina Murańskich stała się obiektem nienawiści w internecie po śmierci Mateusza. Według Jacka Murańskiego „nawet w żałobie nie dano nam spokoju”. Jednym z najbardziej druzgocących stwierdzeń, jakie padło w trakcie niesłychanej lawiny oskarżeń i komentarzy, było stwierdzenie, że „ojciec ma krew syna na rękach”. To sformułowanie go zdruzgotało. Szlochając, odpowiedział: „Ani moja żona, ani ja na to nie zasłużyliśmy”. Jego wypowiedzi stanowią ostrzeżenie przed tym, jak śmiercionośna i okrutna potrafi być społeczność internetowa.
Mateusz był energicznym mężczyzną, który, jak twierdzą niektórzy, nie wahał się żyć szybkim, trudnym życiem. Pomimo wzlotów i upadków w swojej zawodowej karierze sportowej, konsekwentnie podkreślał, że każda porażka była dla niego lekcją. W wywiadach powtarzał: „Chcę być kimś, kogo warto słuchać, a nie gwiazdą”. Dziś to stwierdzenie jest szczególnie poruszające.
Jego rola w nominowanym do Oscara filmie „IO” w reżyserii Jerzego Skolimowskiego była jednym z jego największych osiągnięć. Mateusz pojawił się tam tylko przelotnie, ale dla niego udział w projekcie o globalnym zasięgu był spełnieniem marzeń. Później jego ojciec twierdził, że syn wrócił z planu dumny i pełen nadziei na kolejne role. Doświadczył wtedy prawdziwego spełnienia.
Po jego śmierci pojawiło się wiele spekulacji, od samobójstwa po przedawkowanie. Zostały one kategorycznie wykluczone przez prokuraturę. W publicznym oświadczeniu Jacek Murański powiedział, że jego syn w pełni korzystał z życia, zamiast od niego uciekać. „Mati chciał się ożenić i mieć dzieci” – stwierdził. Miał cele i aspiracje, a nie usprawiedliwienia dla odejścia. Dla wielbicieli, którzy ufali jego sile i niezależności, te uwagi były szczególnie poruszające.
Tragedia rodziny Murańskich to coś więcej niż rodzinna opowieść. To także spojrzenie na społeczeństwo, które często bezmyślnie ocenia, komentuje i wyśmiewa ból innych. Film „Hejting – epidemia nienawiści” pokazał skalę mowy nienawiści w internecie i wyzwania związane z jej zwalczaniem. Ich historia stała się punktem wyjścia do rozmowy o braniu odpowiedzialności za swoje wypowiedzi, a rodzina Murańskich stała się symbolem walki z tym problemem.
Oprócz filmów i nagrań ze swoich walk, Mateusz pozostawił po sobie emocjonalne dziedzictwo, które pokazało, że pod maską wojownika był wrażliwym człowiekiem. Według wielu osób, które go znały, był bardzo lojalną osobą z poczuciem humoru. Często zachęcał innych sportowców do trenowania lub udzielał im wskazówek. Ci, którzy walczyli z nim w klatce – wrogowie, którzy później stali się jego przyjaciółmi – byli równie zszokowani jego śmiercią.
W oczach Jacka Murańskiego widać siłę, ale jego głos łamie się, gdy mówi dziś o swoim synu. Postanowił walczyć nie z przeciwnikiem, ale z nienawiścią i niesprawiedliwością. Nie chce, aby plotki przyćmiły pamięć Mateusza. „Chcę, żeby ludzie pamiętali go takim, jakim był – pełnym energii, ambitnym i uczciwym” – kontynuuje. Ten fakt musi być głośniejszy niż jakakolwiek nienawiść.
